|

Niniejszy tekst jest trzecim z cyklu artykułów "Zachód oczami uczniów Staszica". Zapraszamy do przeczytania pierwszej oraz drugiej części.
Po męczącej podróży i pokonaniu 600km, dopiero późnym wieczorem dotarliśmy do hotelu przy granicy francusko-szwajcarskiej. Na zwiedzanie Genewy wyruszyliśmy następnego dnia rano. Od razu zachwyciły nas widoki: panorama miasta nad Jeziorem Genewskim, a w tle góry. Pierwszym punktem programu było zwiedzanie Katedry św. Piotra. Świątynia ta, budowana od XII do XVI wieku, nieco razi mieszaniną styli – każda z trzech wież jest zupełnie inna. Wnętrze również nie wywarło na mnie dużego wrażenia, zapewne ze względu na charakterystyczny dla kalwinizmu brak ozdób czy obrazów. W Genewie - „stolicy” kalwinizmu nie mogło zabraknąć pomnika na cześć reformacji, który wzniesiono w parku niedaleko starówki.
Na placu przed katedrą spotkaliśmy się z Adrianem - synem polskich emigrantów, obecnie pracującym i mieszkającym w Genewie. Adrian opowiedział nam o swoich podróżach m.in. o kilkuletnim pobycie we Francji i w Australii, a także o swojej pracy, edukacji, życiu w Genewie. Prof. Kubicki razem z Adrianem usilnie przekonywali nas, że my również możemy w przyszłości wiele osiągnąć, podróżować i pracować tam, gdzie pod względem zawodowym będzie to dla nas rozwijające.
Następnie wróciliśmy nad jezioro, mijając po drodze zegar kwiatowy (który o tej porze roku niestety nie wyglądał zbyt imponująco) oraz pomnik Elżbiety Bawarskiej, czyli cesarzowej Sissi. Siedząc na małej kamienistej plaży, ze słońcem świecącym w twarz i wiatrem wiejącym od strony jeziora można było poczuć się niemal jak nad morzem. Po całym dniu w tym wielonarodowościowym mieście wróciliśmy do hotelu.
Paulina Krzyśko 2INF1
By być bliżej przyrody następnego dnia udaliśmy się do Chamonix. Jest to francuski ośrodek turystyczny położony tuż przy granicy ze Szwajcarią, nad rzeką Arve. Wraz z pobliskimi miejscowościami tworzy jeden z najsłynniejszych regionów sportów zimowych w Alpach. Największą atrakcją jest tu z pewnością wjazd najdłuższą kolejką linową świata na Aiguille du Midi. Z wierzchołka góry można dostrzec bowiem najwyższy szczyt Europy - Mont Blanc, który wznosi się na wysokość 4807 m n.p.m. Nam, niestety, nie było dane cieszyć się tym widokiem, gdyż temperatura na szczycie wynosiła -4˚C, a nasza wycieczka nie przygotowała się odpowiednio na takie warunki. Jednakże olśniewającą panoramą gór pokrytych jęzorami lodowców można cieszyć się z samego miasteczka, położonego w dolinie otoczonej potężnymi szczytami. Miejscowość przesiąknięta jest alpejskimi tradycjami: w okolicznych restauracjach można delektować się regionalną sabaudzką kuchnią, kupić unikatowe souveniry oraz zapoznać się ze zwyczajami mieszkańców. Aby być pewnym, że nie przegapiło się niczego co ważne, polecamy przejazd kolejką turystyczną, nią dotrzemy do wszystkich zakątków Chamonix.
Katarzyna Cyrbus 2INF1
Kolejnym z miast które odwiedziliśmy podążając szlakiem polskiej emigracji była szwajcarska Lucerna – miasto położone w niemieckojęzycznym kantonie.
Jak głosi legenda, miejsce pod budowę kapliczki, która miała się stać zalążkiem nowego miasta, wskazał pierwszym osadnikom świetlisty anioł. Nawet sceptyk przyzna, że lokalizacja miasta ma w sobie coś niezwykłego. Lucerna była niegdyś małą rybacka wioską założoną wokół drewnianego mostu. Most ten to jakby Szwajcaria w miniaturze. Pod jego stropem widnieją 64 obrazy ukazujące najważniejsze wydarzenia z dziejów tego pięknego kraju. Lucerna leży na zachodnim brzegu jeziora Czterech Kantonów, nad zatoką po obu stronach rzeki Reuss.
Kiedy przybyliśmy na miejsce, rozpościerający się po wyjściu z autokaru widok jeziora otoczonego wzgórzami zaparł nam dech w piersiach. Miasto swoimi korzeniami sięga XIII wieku, a pozostałością z tamtego okresu jest wspaniale zachowany, średniowieczny rynek.
Zwiedzając miasto trzeba koniecznie zatrzymać się przy pomniku Lwa Lucerny. Monumentalna rzeźba wykuta w skale zrobiła na nas ogromne wrażenie. Przedstawia ona konającego lwa przebitego włócznią, leżącego na dwóch tarczach. Na jednej z tarcz widnieje symbol Szwajcarii – krzyż , natomiast druga z nich opatrzona została herbem Habsburgów – lilią. Symbolika tego pomnika jest nierozerwalnie związana z historią państwa. Ów lew miał upamiętnić poświęcenie i odwagę honorowej szwajcarskiej gwardii walczącej w służbie Ludwika XV. Moment śmierci lwa ukazany jest w bardzo realistyczny i dramatyczny sposób, a jego wielkość tylko potęguje odczucia, których doznaje odbiorca.
Lucerna jest dziś jednym z głównych ośrodków przyciągających turystów. Miasto urzeka swym położeniem, atmosferą oraz przyjaznym nastawieniem mieszkańców, a dzięki zróżnicowanej zabudowie, na pewno nas nie znudzi.
Serdecznie polecam!
Maciej Skóra kl.2mat-inf1
Zapraszamy do obejrzenia fotogalerii.
|