|
"Ślubowanie – konwencjonalna, sformalizowana i uroczysta deklaracja składana przez osobę, która publicznie zobowiązuje się (przyrzeka, przysięga) osiągnąć określony cel lub przestrzegać określonych zasad (np. prawnych lub etycznych). Ślubowanie może być złożone wobec Boga albo wobec ludzi. Złamanie ślubowania ( sprzeniewierzenie się jemu) może skutkować swoistymi sankcjami, np. utratą honoru i czci lub sankcjami dyscyplinarnymi". Tyle w tym temacie wyjaśnia nam popularna i faworyzowana ciocia wikipedia.
Na samą myśl o ślubowaniu w mojej głowie układa się 1000 różnorakich kontekstów rozumowania tego określenia. Najtrafniejszym z nich będzie fakt, iż pasowanie kojarzy mi się z nudną godziną poświęconą na poważne monologi Pana Dyrektora, a także na czynność odbierania legitymacji. Muszę w tym miejscu wszystkich zaskoczyć – tak nudno nie było.
Ustawienie, przemówienie, ślubowanie – tak krótko i treściwie można wyrazić to, co działo się w części oficjalnej. Po niej nastąpiła ciekawa, humorystyczna część artystyczna, organizowana przez starszych kolegów z klasy politologicznej i matematyczno-informatycznej. Mundury, kaski, broń, a do tego udawanie twardych, zdyscyplinowanych mężczyzn, przez chłopców, których na ogół możemy zobaczyć uśmiechniętych od ucha do ucha, przyprawiało mnie o śmiech, do tego dochodziły perfekcyjnie dobrane konkurencje dla pań w butach na obcasach. Niestety, przykrym akcentem części artystycznej, jest fakt, że moja klasa została zdyskwalifikowana, co możemy odbierać również w sposób pozytywny, ponieważ nie będziemy obarczani obowiązkiem organizowania tego przedsięwzięcia za rok. Śmiało możemy stwierdzić, że obie klasy dopełniły swoich zobowiązań i niemal perfekcyjnie wybrnęły z aranżacji części artystycznej. Na tym, nie koniec wrażeń.
Nagle, drzwi od sali gimnastycznej zamykają się, nauczyciele rozpływają się w powietrzu a w hali wybucha panika. Markery – oto główna broń prześladowców, którzy niczym gangi ścigają pierwszaków, aby na środku twarzy namalować im kota bądź coś innego, dla podpowiedzi – bardziej intymnego. Ludzie niczym małpy zaczęli biegać i wyskakiwać przez okna. Pomyślałem, że nie będę tchórzem, to tylko marker… Można powiedzieć, że do każdego pierwszaka ustawiała się kolejka, aby dodać jakiś artystyczny pejzaż na twarzy ofiary i tak bez walki poddawaliśmy się malarzom, którzy bez jakichkolwiek oporów oddawali się sztuce, wykorzystując do tego naszą nieskazitelną cerę. Po 10 minutach malunków drzwi do sali otwarły się. ,,Kamień z serca” – pomyślałem i z dumą opuściłem budynek szkoły. Myślałem, że to już wszystko, że jestem wolnym pełnoprawnym staszicakiem, a przede mną cudowny weekend, ale jak na złość pod szkołą musiało mnie jeszcze dopaść 3 gangsterów, określając mnie mianem JP.
Reasumując, ten dzień zaliczam do grona ulubionych w mojej, jakże krótkiej, karierze licealisty. Wielką zaletą naszego liceum jest niekonwencjonalna tradycja kocenia, która powinna zostać utrzymana jak najdłużej. Dziś jestem przekonany, że jesteśmy w stanie rzetelnie wypełniać swoje obowiązki, a także w miarę możliwości korzystać ze swoich praw.
Bartosz Trela, 1LS
|